Wejścia tak zwane: direct / none w Google Analytics oznaczają po prostu wejścia niezdefiniowane (a nie tak jak mówią – bezpośrednie). Google nie potrafił (bądź „czasem” nie chciał -> w mojej opinii) przypisać sobie źródła pozyskanego ruchu. Może to również oznaczać, że użytkownik znalazł się na stronie bezpośrednio, nie korzystając z żadnego źródła -> to tak naprawdę docelowo miało oznaczać direct / none. W rzeczywistości jest jednak zupełnie inaczej co postaram się opisać w dalszej części.

Kiedy Direct / None powinien być wejściem bezpośrednim?

– kiedy użytkownik wpisze konkretny URL w pasek adresu np. estan.pl , http://estan.pl czy www.estan.pl
– w momencie, gdy użytkownik wejdzie na stronę internetową kopiując do pasku adresu URL niepodlinkowany adres np. http://estan.pl
– w momencie gdy użytkownik wejdzie na stronę z zakładki danej przeglądarki (pod warunkiem, że adres dodany do zakładki nie będzie otagowany utm_ami)

Co Google wrzuca jeszcze do wejść bezpośrednich?

Tak naprawdę to co jest, zdecydowanie się różni od tego co powinny być w wejściach bezpośrednich. Niestety te różnice są wielkie i mogą wynikać za równo ze względu na błędy użytkownika, jak i na błędy działania przeglądarek, przekierowań czy statusów header.

Direct / None po błędach użytkownika?

Postaram się opisać kilka przykładów przy których podczas błędów użytkownika może wystąpić błąd i wrzucić źródło jak direct.

1. Wyobraźmy sobie sytuacje, że użytkownik klika w link (np. z wyszukiwarki lub nieotagowany np. z mediów społecznościowych), ale w momencie ładowania strony wyłączył Internet, zawiesił mu się komputer lub z jakichś innych powodów strona się nie załadowała. Po błędzie włącza tą stronę klikając w pasek przeglądarki, a następnie „enter” lub ctrl+r. W tym momencie zamiast prawdziwego źródła odwiedzin mamy Direct.

2. Inna sytuacja, gdy użytkownik ma włączoną wtyczkę do blokowania reklam (która może także blokować kod GA). Po wejściu na stronę użytkownik otrzymuje komunikat, aby wyłączył oprogramowanie blokujące reklamy. Użytkownik wyłącza blokadę dla tej strony, a następnie ją odświeża -> źródło ruchu Direct.

3. Jeszcze inna sytuacja, w której użytkownik czeka na otwarcie strony, ale ponieważ trwa to długo postanawia zatrzymać wczytywanie strony (może to skutkować tym, że kod GA w ogóle nie zostanie odczytany przez przeglądarkę lub jest w stopce i nie zdążył się załadować). Ale użytkownik już widzi samą treść artykuły i postanawia go przeczytać, w międzyczasie klikając w jakiś link na stronie. Tej wizyty użytkownika nie zobaczymy, a następna strona jako docelowa zostanie przypisana do Direct.

4. Użytkownik znalazł Twoją stronę w wyszukiwarce, ale zamiast kliknąć link po prostu skopiował go do swojego paska adresu URL. W tym wypadku wejście powinno należeć do wyszukiwarki, a niestety informacja w Google Analytics -> Direct / None (wiem, że to niemożliwe, ale też mi się tak zdarzało w przeszłości robić).

Direct / None przez inne błędy?

Tutaj opiszę przypadki w których jasno dowiesz się, kiedy tak naprawdę Google Analytics jest na tyle ułomny, że niestety wrzuca źródło wizyty do Direct:

1. Wejścia z Aplikacji Mobilnych wyszukiwarek -> także Google oraz Google Chrome, sprawdzałem dokładnie na Windows Phone oraz Android. Niestety wszystkie wejścia wrzucane są do wejść bezpośrednich. Jak to sprawdzić? Utwórz segment wyłącznie użytkowników mobilnych, którzy weszli poprzez direct na Twoją stronę, a następnie sprawdź strony docelowe i sprawdź czy takie adresy URL publikowałeś gdzieś w sieci. W przypadku gdy jest to wejście z wyszukiwarki to adresy URL będą dłuższe niż sama domena czy /, a użytkownik raczej długiego adresu URL nie wpiszę z głowy (istnieje co prawda małe prawdopodobieństwo, że dostanie te adres od kogoś w wiadomości czy inny sposób albo będzie miał zapisany adres w zakładkach i zsynchronizowaną wyszukiwarkę np. Google Chrome pomiędzy np. laptopem i smarfonem).

2. Pliki udostępnione w sieci takie jak xlsx, doc czy PDF. Niestety pliki udostępnione nie wysyłają tzw. referrera, dlatego polecam otagować linki udostępnianych plików (o ile to możliwe) i problem zniknie.

3. Przekierowania 302 (nie zawsze), javascript niestety wrzucają użytkownika do źródła Direct. Testy na 302 wykazały, że raz referral został przekazany, a raz nie. Nie wiem czy ma to związek z serwerem czy czymś innym. Nie jestem jakimś wybitnym specjalistą w zakresie serwerów aby to sprawdzić, ale jeżeli znasz się na serwerach i chcesz sprawdzić to zapraszam do wykonania testów i umieszczę go z linkiem do Ciebie.

4. Niektóre przeglądarki nie przekazują referrera, stąd nie ważne skąd użytkownik wejdzie (bez otagowanego linka) zawsze zobaczysz go w Direct.

5. Jeżeli Twoja poprzednia strona była szyfrowana i miała adres https://, a aktualna ma http:// to niestety przy takich przekierowaniu referrer zostaje utracony i wszystkie wejścia przez przekierowanie zobaczysz w Direct. Na szczęście odwrotna wersja przekazuje referrer (sprawdzone na 3 witrynach), mimo iż czytałem opinie, że może to nie działać.

6. Wejścia z SMS’ów.

7. Wejścia z klientów Facebook, Twitter, Pinterest i innych. Niestety takie linki trzeba otagowywać, bo inaczej zobaczysz użytkowników wyłącznie w Direct.

8. Po prostu brak kodu GA na danej podstronie, dlatego zawsze sprawdzaj czy kod Google Analytics znajduje się na wszystkich stronach włącznie ze stronami błędów.

9. Wejścia z aplikacji jak Skype, Viber czy Messanger od Facebook’a. Również zalecam otagować taki adres lub jeżeli wykonujecie jakiś test przepuścić go przez skracacz linków.

10. Linki Javascriptowe, linki ze stron flashowych oraz linki z iframe’ów. Tutaj rozwiązaniem ponownie jest otagowywanie linków.

11. Niektóre programy antywirusowe blokują przekazywanie referrera, dzięki czemu zawsze zostanie on wrzucony do Direct/None.

12. Użytkownicy, którzy są schowani za serwer proxy.

13. Użytkownik odgadł adres URL Twojej witryny (wiem, że śmieszne – ale czy niemożliwe? – to pomyśl co robi użytkownik jak szuka dostępnego adresu URL).

14. Wejścia z komentarzy Facebooka lub komentarzy, które oznaczają linki w Javascript lub przez stronę przejścia. Jeżeli ktoś wejdzie na stronę Disqus to referrer jest przekazywany, ale bezpośrednio z komentarza na innej stronie niestety znowu Direct / None.

Co jeszcze warto wiedzieć o direct / none ?

I uwaga to jeszcze nie wszystko… W jednym artykułów starałem się pokazać, że do direct / none Google wrzuca nam ruch z wyników wyszukiwania. Wydaje mi się, że pewna zależność jest pokazana, dlatego polecam przeczytanie artykułu (może masz podobne spostrzeżenia).

Kolejna rzecz to wejścia z wyszukiwarki na frazy brandowe? Czy dla Ciebie powinny to być wejścia bezpośrednie czy wejścia z wyszukiwarki? Uważaj bo dzięki temu możesz źle podejmować decyzje biznesowe.

Podobnie sprawa ma się z frazami w stylu adres URL. Przykład poniżej: – to również zalecam wrzucić do adresy URL również do wejść bezpośrednich lub utworzyć nowy kanał ruchu i tam dodać tych użytkowników. To już zależy tak naprawdę od Ciebie, jak chcesz rozpoznawać te wejścia. Pamiętaj, że mogą one źle wpływać na Twoje decyzje biznesowe.

Obecnie Bing przesyła 100% wszystkich fraz, które użytkownik wpisał wyszukując Twoją stronę internetową, dlatego zalecam Ci to filtrować

Jak rozwiązać problem z wejściami bezpośrednimi w Google Analytics?

Zapewniam Cię, że nie rozwiążesz tego problemu w 100%, jednak możesz go zniwelować do minimum wykorzystując tagowanie adresów URL. Zapoznaj się z tym artykułem i zniwelujesz odczytywanie błędnych źródeł wejść do minimum – https://support.google.com/analytics/answer/1033867?hl=pl.

Mam nadzieje, że artykuł rozwiał wszelkie wątpliwości odnośnie ładowania ruchu do Direct / None. Jeżeli jeszcze spotkałeś/aś się z błędnym odczytywaniem/lub brakiem odczytania referrera przez GA to dorzuć w komentarzu. A i jeszcze jedno… nie zapomnij ocenić artykułu, oceny oprócz zwykłej motywacji pomagają mi w przygotowywaniu kolejnych artykułów.

Już niedługo na blogu kolejne informacje z Google Analytics, zasubskrybuj sobie feeda http://estan.pl/blog/analityka-internetowa/google-analytics/feed/ lub zapraszam do mediów społecznościowych – linki w po prawej stronie w sidebarze oraz w stopce. 

 
Sebastian Heymann
Pasjonat Marketingu Internetowego. MaGazynieR z E-Biznesu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Doradzam klientom z różnych branż w różnych regionach świata. Można mnie spotkać między innymi w Katowicach, Krakowie czy Rzeszowie. Bezpośredni i dociekliwy, czasem ironiczny. W życiu kieruje się jasnymi i prostymi zasadami. Prywatnie mąż, bloger, fan dobrego kina. W wolnych chwilach czyta książki oraz ogląda filmy i seriale.
Loading Disqus Comments ...
Loading Facebook Comments ...